„Otrzymałam wezwanie, aby iść na cały świat i głosić Dobrą Nowinę. Rdzeniem tego posłania jest głoszenie wezwania, abyśmy byli jedno” – mówiła goszcząca w Mogilnie Myrna Nazzour.

Myrna Nazzour jest gościem dwudniowej konferencji zorganizowanej w Mogilnie przez stowarzyszenie Charyzmatycy.pl. W spotkaniu uczestniczy około 2 tys. osób z całej Polski. W sobotę, 14 lipca, goście mieli okazję spotkać się ze stygmatyczką oraz wysłuchać jej świadectwa. Zostali również namaszczeni olejem, który w cudowny sposób wypływa z ikony należącej do Syryjki.

„Tu w Polsce łączy was wiara. Będę się modlić, żeby Polska jej nie utraciła. Bo wiara jest darem, łaską Boga i jeśli ją utracimy, utracimy też pociechę, jaką daje Bóg” – mówiła mistyczka. Podkreśliła też, że jej misją jest głoszenie Ewangelii, a rdzeniem tej misji jest głoszenie wezwania, aby wszyscy byli jedno. „Mam przekonanie, że przyszłam do kraju wierzących, więc rozminęłam się ze swoim powołaniem. Ale wiara jest czymś, co stale jest zagrożone, więc chcę dodawać otuchy i umacniać wiarę” – dodała.

Myrna podzieliła się także z uczestnikami spotkania swoją historią. Jak mówiła, zaczęła się ona 30 lat temu. Najpierw z jej rąk zaczął wydzielać się olej. Nie rozumiała tego i bardzo się bała. Była wtedy zaledwie sześć miesięcy po ślubie.

„Zawsze lubiłam modlitwę, marzyłam o założeniu chrześcijańskiego domu. Ale nie spodziewałam się, że to tak będzie wyglądało. W moim domu była ikona Matki Bożej Kazańskiej, wielkości dłoni. Ten obraz też zaczął wydzielać olej. W tym momencie spontanicznie powiedziałam: Boże, niech się spełni Twoja wola, bo nie wiem, co mam robić. Wtedy usłyszałam Maryję: córko moja, nie bój się, ja jestem z tobą. Otwórz wszystkie drzwi, przed nikim ich nie zamykaj, żeby każdy mógł zobaczyć, i zapal mi świecę. Zapaliłam świecę i symbolicznie otworzyłam drzwi domu. I nasz dom rzeczywiście się otworzył, zamienił się w miejsce modlitwy dla różnych ludzi, choć wciąż w nim mieszkamy” – wspominała mistyczka.

Po tym wydarzeniu – jak mówiła dalej – zaczęła się „wędrówka ludów”. Przychodzili chrześcijanie i muzułmanie. W 1988 roku po raz pierwszy zjawiła się Maryja.

„Najpierw miałam poczucie, że ktoś mnie popychał, żebym weszła na dach domu (dachy domów w Syrii są czymś w rodzaju balkonu, gdzie wychodzi się wieczorami, żeby odetchnąć świeżym powietrzem). Ale się opierałam i uciekłam, bo się bałam. Później jeden z księży powiedział mi: Nie bój się, Maryja jest przecież Matką. Obiecałam sobie, że kiedy zdarzy się to następny raz, pójdę. Po trzech dniach powtórzyło się: poczułam dłoń na ramieniu. Poszłam na dach i tam otrzymałam pierwsze orędzie” – opowiadała Myrna Nazzour.

Jak wyglądała Maryja? Mistyczce trudno to opisać, bo – jak tłumaczyła – to ten rodzaj piękna, którego opisać się nie da. „Ile razy ktoś mnie o to pyta odpowiadam: Maryja jest podobna do was, ale wy starajcie się być podobni do Niej. Mam tę łaskę, że kiedy patrzę na ludzi, mam poczucie, że Maryja tak patrzy – tak, jak i mnie jest dane spoglądać. Ten, kto otrzymał od Boga taka łaskę miłości, widzi Jego obecność w drugim człowieku” – dodała.

Mistyczka mówiła również o oleju wypływającym z jej rąk oraz ikony oraz o stygmatach, których pojawieniu się towarzyszy ogromny ból i ekstaza (nie jest to objawienie, bo wówczas Bóg przychodzi do człowieka, w ekstazie człowiek jest „porwany” do Boga). Myrna przyznała, że rozgłos, który towarzyszył tym „znakom” bardzo ją denerwował. Nie chciała, by zatrzymywano się na jej ranach, ale widziano przez to Jezusa. Drażniła ją telewizja, kamery i ruch, ale myślała, że jeśli to ma być na chwałę Boga, to się na to zgadza.

„Były różne znaki: oliwa, objawienia, ekstazy, rany, uleczenia. Dla mnie najważniejszym znakiem jest misja, dane mi orędzie. Wszystkie znamiona Bożej obecności są przemijające, a słowa Boże nie przeminą, są trwałe. Patrząc na życie Jezusa – największym znakiem jest Zmartwychwstanie i słowa Ewangelii. Wszystkie inne znaki, których dokonywał, były tylko nawoływaniem do słuchania słowa Bożego” – mówiła stygmatyczka.

Przyznała również, że jej dar to znak wzywający człowieka do słuchania Boga. Uzdrowienia zaś są dziełem nie jej, a Boga. „Chory nie może uleczyć chorego. Wszyscy jesteśmy chorzy i potrzebujemy miłosierdzia. Myrna nie leczy, ani oliwa nie leczy. To wiara leczy i ta wiara jest decydująca. Gdy chory prosi mnie o modlitwę, mówię: będziemy się modlić razem w twojej intencji, by spełniła się wola Boża. Moja miłość jest niczym wobec miłości Bożej. Powinno się znaleźć zaufanie, że nasza modlitwa nie jest na próżno. Człowiek wiary idzie za tym przekonaniem. Szczęśliwy jest człowiek, który nie zwątpił, że Bóg jest miłością, bo on doświadczy miłości i będzie znakiem miłości w tym świecie, który jej tak bardzo potrzebuje” – mówiła Myrna.

Podczas spotkania modlono się po polsku i po arabsku. W języku tym odmówiono „Zdrowaś Mario”. Swoim świadectwem z uczestnikami konferencji podzielił się także mąż Myrny, Nikolas. Jak mówił, w życiu płakał dwa razy - gdy zmarł jego ojciec i gdy zmarł jego brat. „Z Myrną płaczę codziennie z radości. Chcę was prosić o modlitwę o pokój w Syrii i we wszystkich krajach, gdzie toczy się wojna” - mówił.

W niedzielę 15 lipca Myrna Nazzour poprowadzi rozważania podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej na ulicach Mogilna. Wcześniej na mogileńskim Rynku sprawowana będzie Msza św. pod przewodnictwem bp. Wojciecha Polaka, sekretarza generalnego KEP.

Źródło: Gosc.pl