Weszliśmy w święty czas postu. Czas szczególnego rozmodlenia, zadumy oraz szczególnego rachunku sumienia. Testem na to, że należycie poszczę, jest mój stosunek do bliźniego.

Z wielu rozmów z bliźnimi wiem, że ten czas kojarzy raczej ze wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych, może jeszcze z nabożeństwami Drogi Krzyżowej lub Gorzkich Żali. Dlatego wdzięczny jestem Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI za to, co napisał w orędziu na Wielki Post 2012. Wskazał w nim na miłość — zawarł to w cytacie z Listu do Hebrajczyków (10,24) — „Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków”.

Testem na to, że należycie poszczę, jest mój stosunek do bliźniego. Gdy mówię źle o innych, nie zrozumiałem w ogóle sensu postu. Lepiej wtedy z niego zrezygnować. „Lepiej jest jeść mięso i pić wino, niż pożerać braci pogardliwym słowem”- to cytat ze Starców Pustyni.

Po nawet niebyt długim rozważeniu słów cytowanych przez papieża, przychodzi myśl o Kazaniu na Górze. Jałmużna, post i modlitwa są według Jezusa sposobami, wskaźnikami, jak mamy Go naśladować. Błogosławieństwa z Kazania na Górze zawierają to: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami” Bożymi (Mt 5,3), a z tym bardzo związany obowiązek miłosierdzia względem duszy — „Strapionych pocieszać”. To jest właśnie wymiar miłości bliźniego na który wskazuje papież.

W zakresie pojęciowym słowa „strapiony” mieści się słowo „niepokój”. Gdy myślimy o pokoju, to jako przeciwieństwo myślimy o wojnie, ale to błąd, bo przeciwieństwem pokoju jest „niepokój”. Mamy więc obowiązek uspakajania czyli wprowadzania pokoju. Niepokój to lęk oraz strach wyrastający z nieufności, z braku odpowiedzialności, z braku wiary, nadziei i miłości. Boimy się złodziei, kłamców, morderców. Boimy się nędzy, choroby, cierpienia, samotności, zdrady, utraty pracy, niekiedy własnych dzieci i samych siebie.

Pocieszać to pokazywać nadzieję oraz ukazywać prawdę i tego się, zwłaszcza w Wielkim Poście, uczyć.

Pociesznie jakie stosujemy wobec strapionych, często powoduje większy ból niż ten który mamy uśmierzyć. Pierwszym warunkiem dobrego pocieszania jest aktywne słuchanie. Gdy idziemy do szpitala odwiedzić tam leżącego, nie zanośmy mu swoich problemów, on chce byśmy poświecili mu swój czas i uwagę.

Ale są sprawy wobec których stajemy bezradni. Gdy słuchamy młodego człowieka, który właśnie dowiedział się, że jego rodzice rozwodzą się, któremu cały świat się zawalił, który nie wie jak żyć. Nie mówmy mu żadnych pociech, bo to wszystko na nic!

Nauczmy się jest tyle powodów do smutku i płaczu, lecz niektórych ludzi wcale ten smutek nie obchodzi. Pozbawieni wszelkiej wrażliwości, nie płaczą z płaczącymi (Łk 24,25). Nauczmy się płakać z płaczącymi, bo to przychodzi nam najtrudniej.

Wielki Post jest czasem uczenie się praktycznego wymiaru miłości bliźniego, nie zaniedbujmy tego, by nie zmarnować tego daru który ma nas uczynić świętymi.

Źródło: opoka.org.pl