Dwudziestego lipca 2006 r. zmarł ks. senior prałat Bogusław Palenicki: pierwszy i długoletni proboszcz parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Koninie – Cukrowni. Odszedł do Pana po wieczną nagrodę „nasz Ksiądz”, „ksiądz Boguś” – jak mówili o nim parafianie i znajomi.

Uśmiechnięty, z natury życzliwy, otwarty na innych, dyspozycyjnay – a przy tym bezgranicznie oddany Bogu i Kościołowi. Pozostanie w pamięci parafian, uczniów i wszystkich znających go osób jako wspaniały człowiek i święty kapłan, a więc dobry Sługa Winnicy Pańskiej.

Na nekrologu obwieszczającym śmierć księdza prałata umieszczono słowa z Pisma Świętego: „Sługo dobry i wierny. Wejdź do radości twego Pana” (Mt 25, 21), niezwykle trafnie charakteryzujące osobę i życie księdza Palenickiego, który przeżył w Chrystusowym kapłaństwie ponad 54 lata.


Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w niedzielę 23 lipca o godz. 18 przeniesieniem ciała zmarłego z kaplicy pogrzebowej do kościoła parafialnego. Mszy św. przewodniczył ks. inf. Antoni Łassa, który wygłosił również homilię żałobną. W koncelebrze uczestniczyło około czterdziestu kapłanów. Liczni wierni, zgromadzeni wokół ołtarza, modlili się za swego duszpasterza, który życiem dawał przykład ojcowskiej troski o powierzoną mu owczarnię.

W poniedziałek 24 lipca Eucharystii o godz. 15 przewodniczył biskup pomocniczy Stanisław Gębicki w koncelebrze z ponad osiemdziesięcioma kapłanami. We wstępie do liturgii ksiądz biskup powiedział, że wspólnota parafialna uczestniczy w pogrzebie pierwszego kapłana, w tym pierwszego proboszcza i budowniczego kościoła, który oddaną pracą wpisał się na stałe w dzieje parafii, tworząc je przez z górą pół wieku. Homilię ukazującą życie ks. Palenickiego wygłosił ks. Arkadiusz Zakręta CM, prowincjał Misjonarzy św. Wincentego à Paulo, wychowanek zmarłego kapłana.

Ksiądz Bogusław Palenicki urodził się 26 sierpnia 1925 r. w Stężycy k. Dęblina. Rodzina mieszkała obok kościoła filialnego, co miało duży wpływ na rozwój jej życia religijnego. Ojciec zmarł, gdy chłopiec miał cztery lata. Od tej pory wychowywany był przez matkę i siostry. W 1938 r. wyjechał do Niepokalanowa, do ojców franciszkanów i podjął naukę w Niższym Seminarium Duchownym. Wybuch wojny uniemożliwił dalszą edukację Bogusława. Maturę zdał w Łodzi, w 1947 r., po czym wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku. Dał się poznać jako dobry, sumienny kleryk, cieszący się poważaniem kolegów i przełożonych. Powierzano mu odpowiedzialne funkcje: pełnił oficjum kantora i był diakonem rocznym.


W 1952 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Franciszka Korszyńskiego, po czym trafił na parafię jako wikariusz do Liskowa, Lipna, a od 1954 r. do Gosławic. Tutaj z wielkim entuzjazmem pomagał proboszczowi; m.in. z posługą kapłańską dojeżdżał do Cukrowni, gdzie w niedziele i święta w niewielkiej kaplicy odprawiał Eucharystię dla okolicznych wiernych.

Decyzją księdza biskupa w 1956 r. ks. Palenicki został posłany do Cukrowni-Łężyna z zadaniem utworzenia samodzielnego ośrodka duszpasterskiego. Bardzo zaangażował się w tworzenie parafii. Ówczesne czasy były bardzo trudne dla Kościoła i „władze administracyjne rzucały księdzu ciągle kłody pod nogi” (z homilii pogrzebowej ks. inf. A. Łassy). Mimo to kapłan z determinacją, krok po kroku, realizował wytyczony cel. Ważną inwestycją dla miejscowej wspólnoty było ufundowanie dzwonów i ich konsekracja przez bp. Franciszka Korszyńskiego (1960). Założenie cmentarza grzebalnego, chociaż nie było zadaniem łatwym, przyczyniło do integracji wspólnoty parafialnej.

Po czternastu latach zmagań i wytężonej pracy, w 1970 r. ks. Bogusław Palenicki został administratorem erygowanej parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Po wybudowaniu plebanii przystąpił do realizacji budowy świątyni. Po otrzymaniu w 1982 r. koniecznego pozwolenia władz, z entuzjazmem podjął się tego dzieła. W 1989 r. biskup diecezjalny Henryk Muszyński dokonał poświęcenia kościoła; wybudowanie świątyni było źródłem wielkiej radości i dumy księdza proboszcza i wspólnoty parafialnej.

Ksiądz prałat Bogusław Palenicki przeszedł na emeryturę w 2000 r., jednak pozostał w parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Koninie Cukrowni. Niemal do ostatnich chwil życia służył jako kapłan swoim parafianom. Przez lata wytężonej pracy, budowania parafii, zatroskania o życie duchowe powierzonej mu owczarni – dał się poznać jako oddany Bogu i Kościołowi kapłan, wspaniały kaznodzieja i katecheta.

Wychował kilka kapłańskich powołań, z których bardzo się cieszył. „To był człowiek wiary i modlitwy. Kiedy już nie mógł odmawiać brewiarza, kazał go sobie czytać, niektórzy mówią, że to kapłan starej daty, który nie zaniedbał kapłańskiej modlitwy, a już na pewno niezwykle gorliwy. Wiedział, że kapłan jest dla ludzi, że ma im służyć, jak Chrystus Dobry Pasterz poświęcić się dla swej owczarni” (z homilii pogrzebowej ks. Arkadiusza Zakrety CM). Ksiądz Palenicki troszczył się o piękno liturgii, celebrował ją w wielkim skupieniu. Na sprawy Boże i ludzkie nigdy nie żałował czasu. Wzywał wiernych do kościoła, wprawiając w ruch kościelne dzwony, czekając na parafian w świątyni. Był wielkim czcicielem św. Teresy od Dzieciątka Jezus, o której mówił z miłością i nie inaczej jak „św. Terenia”. Jej wstawiennictwu polecał sprawy parafian i od niej uczył się miłości do Boga i drugiego człowieka.

Swoim życiem pokazał, że można być dobrym proboszczem, pokornym i użytecznym wikariuszem, służąc Chrystusowi wiernie, do końca.

W tym miejscu przywołam wspomnienie Danuty Olczak, konińskiej poetki, mieszkanki Cukrowni, zamieszczone w „Przeglądzie Konińskim”, które właściwie ilustruje oddanie księdza prałata sprawie Bożej: „Wiele obrazów zapisało się w mojej pamięci. Najbardziej te z pewnego wydarzenia, kilkanaście dni przed Jego śmiercią. Wracając z konfesjonału, zmęczony i coraz słabszy, przysiadł na chwilę na ławce obok dwóch małych dziewczynek. Jedna z nich miała na głowie śliczny, różowy kapelusik. Spojrzał na nią, promiennie się uśmiechnął i kochającym, ojcowskim gestem mocno przygarnął. Dziewczynka ufnie wtuliła się w kapłańskie ramię. Nie padło żadne słowo, była tylko cicha, błogosławiona radość”.